sobota, 5 grudnia 2015

Wpływ produkcji mięsa na środowisko


Masowa konsumpcja mięsa i produktów zwierzęcych na świecie prowadzi do ekologicznego niezrównoważenia. Wielkość przemysłu hodowlanego przyczynia się w skali masowej do zanieczyszczenia powietrza i wody, degradacji gleby, zmian klimatycznych i utraty różnorodności biologicznej. Pastwiska zajmują 30 proc. ziemi uprawnej, a ponad 40 proc. zbieranych zbóż służy za pożywienie nie dla człowieka, lecz dla bydła. 

W raporcie opublikowanym w 2003 r. w American Society for Clinical Nutrition autorzy analizy podkreślają, że aby wyprodukować kilogram wołowiny potrzeba aż 100 razy więcej wody niż po to, aby wyprodukować kilogram białka zbożowego. Olbrzymia wodochłonność produkcji zwierzęcej wynika z faktu, że podczas tuczu zwierząt zużywa się ogromne ilości ziarna, a uprawa zbóż wymaga dużo wody np.: produkcja jednego kilograma świeżej wołowiny może wymagać ok. 13 kg ziarna i 30 kg siana. Zwierzęta hodowlane tylko w samych Stanach Zjednoczonych konsumują siedem razy więcej ziarna niż cała ludność tego kraju( dane z 2001 r.). 

Produkcja 1kg wołowiny wymaga 100 tys. litrów wody (dla porównania 1kg pszenicy 900l, 1kg ziemniaków 500l). Wszystkie zwierzęta hodowlane w USA spożywają 5 razy więcej ziaren niż wszyscy Amerykanie (dane z 1995 r.) a produkcja białka zwierzęcego wymaga wykorzystania 8 razy więcej ilości paliw kopalnych niż w przypadku białka roślinnego. 

Raport Environmental Protection Agency na temat amerykańskiej produkcji roślinnej z roku 2000 stwierdza, że według danych Krajowego Stowarzyszenia Plantatorów Kukurydzy około 80% całej kukurydzy uprawianej w USA zjadają zwierzęta w hodowlach krajowych i zagranicznych. 

Raport ONZ-Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) "Livestock's long shadow: environmental issues and options" ("Długi cień żywego inwentarza”) będący dogłębnym studium i analizą szkodliwego oddziaływania produkcji zwierzęcej na środowisko oszacował, że hodowla żywego inwentarza zużywa 8% wód naszej planety i znacząco przyczynia się do wyczerpywania zasobów wody oraz ich zanieczyszczania. Gospodarka hodowlana odpowiada za 18% światowej emisji gazów cieplarnianych, czym przewyższa udział sektora transportowego. Dla stworzenia pastwisk dla bydła wycięto aż 70% Lasów Amazońskich i w wyniku ich zniszczenia do atmosfery dostają się ogromne ilości dwutlenku węgla, które przedtem były magazynowane w drzewach. Produkcja mięsa i nabiału jest także odpowiedzialna za dwie trzecie powodowanej przez człowieka emisji amoniaku, który z kolei odgrywa rolę w powstawaniu kwaśnych deszczów i zakwaszenia ekosystemu. Raport kończy się konkluzją, że nagartywany wpływ hodowli na środowisko jest kolosalny i wymaga pilnego przeciwdziałania a chów przemysłowy jest najważniejszym źródłem problemów ochrony środowiska. Hodowla zwierząt na mięso zarówno na farmach jak i zakładach chowu przemysłowego jest jedną z głównych przyczyn współczesnych globalnych i lokalnych problemów ekologicznych. Podczas badań, analiz oraz rozważań nad rozwiązywaniem kwestii zanieczyszczenia powietrza, zaniku bioróżnorodności , erozji gleby , zanieczyszczenia i niedoboru wody oraz zmiany klimatu należy brać pod uwagę hodowlę zwierząt. 

Natomiast raport Worldwatch Institute stwierdza, że wyliczenia FAO dotyczące emisji gazów cieplarnianych są znacznie zaniżone, i że hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za ponad 51% całkowitej światowej emisji gazów cieplarnianych wydzielając ekwiwalent ponad 32,6 miliardów ton dwutlenku węgla w czym przewyższa udział sektora transportowego (13,5%) i wszystkich elektrowni węglowych razem wziętych. FAO nie włączyło do statystyk gazów powstających przy transporcie zwierząt. Z ferm pochodzi 65% podtlenku azotu pochodzenia ludzkiego o wskaźniku potencjału tworzenia efektu cieplarnianego - GWP ok. 296 razy wyższego niż dwutlenku węgla oraz 37% metanu o charakterze antropogenicznym, którego GWP jest ok. 23 razy silniejsze niż CO2. 

W 2006 r. około 200 ekspertów na warsztatach zorganizowanych i prowadzonych przez FAO - Ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (United Nations Framework Convention on Climate Change - UNFCCC) w Rzymie uznało, że 80% wylesień w strefach tropikalnych jest spowodowane potrzebą tworzenia nowych terenów pod hodowlę zwierząt wykorzystywanych jako pastwiska lub służących do produkcji pasz. 

Raport FDA podaje, że 80% wszystkich sprzedanych antybiotyków w 2009 r. w USA zostało podane zwierzętom hodowlanym i większość z antybiotyków stosowanych w hodowli jest identyczna lub podobna do leków stosowanych w leczeniu chorób u ludzi. Powoduje to brak skuteczności w ich działaniu i rozwój lekoodpornych bakterii. Całkowite koszty opieki zdrowotnej związane z zakażeniami lekoopornymi bakteriami pochłaniają rocznie w USA od 16.6$ mld do 26$. 

Amazońskie piekło 


Brazylia jest największym eksporterem wołowiny na świecie. W lutym 2009 lokalne Ministerstwo Rolnictwa wydało prognozę (jak wskazują urzędnicy, konserwatywną!) na lata 2009-2019, w której przewiduje, że udział Brazylii w światowym handlu wołowiną podwoi się. Oznacza to dalsze powiększanie się rozmiaru farm. A ich dotychczasowy rozwój i tak był imponujący. 

Dokumentuje to najnowszy raport Greenpeace Slaughtering the Amazon. Co ciekawe, chociaż w latach 1996-2005 liczba bydła hodowanego w dżungli amazońskiej wzrosła o 21 milionów, to już poza nią rancza stawały się coraz mniej popularne. W tym samym czasie, pogłowie bydła hodowanego w innych rejonach Brazylii spadło o 4 miliony. Powód? Hodowla w dżungli jest po prostu bardziej opłacalna. W lesie nie trzeba się martwić o konieczność odnowy pastwiska. Wyrąb kolejnego kawałka lasu kosztuje o połowę mniej niż doprowadzenie zużytego pastwiska do porządku. Oszczędza się przy tym na nawozie i wodzie. Do tego, jak donosi International Finance Corporation oddział Banku Światowego, którzy pożycza pieniądze prywatnym firmom – w amazońskiej dżungli nielegalne zajmowanie ziemi, bezprawna deforestacja, a i nierzadko niewolnictwo są na porządku dziennym. Tania ziemia i tania siła robocza. To tu tkwi – jak pisze Greenpeace – przyczyna przewagi Brazylii w sferze produkcji wołowiny. 

Główne centra hodowli znajdują się w trzech regionach Brazylii. Są to Mato Grosso, Pará i Rondônia. Wyrąb lasów w tych regionach jest niemal wprost proporcjonalny do przyrostu pogłowia bydła. W Mato Grosso w latach 1996-2005 przyrost ten wynosił 36 proc. W roku 2007 zostało tam tylko 38 proc. początkowej powierzchni lasu. Ale jest jeszcze jedna ciekawa rzecz, którą dostrzeżemy, jeśli zagłębimy się w podawane przez Greenpeace statystyki. Pará – z 11 milionami sztuk bydła – jest szóstym pod tym względem regionem w Brazylii. Rancza, które się tam znajdują, stanowią tylko 3 proc. wszystkich miejsc hodowli w całym kraju. Nie inaczej jest w Mato Grosso. To drugi region, jeśli chodzi o rozmiar hodowli, ale rancza, które tam znajdziemy to tylko 2 proc. całości. Hodowla bydła nie jest domeną zubożałych wieśniaków. Ma raczej charakter przemysłowy. 

Brazylijski przemysł rolny produkuje 25 proc. PKB. Udział tego sektora w eksporcie jest jeszcze większy i wynosi około 36 proc. Jeśli chodzi o eksport wołowiny, to głównymi beneficjentami są w nim trzy wielkie korporacje: Bertin, JBS i Marfrig. Firmy te stanowią ostatnie ogniwo w hodowlanym łańcuchu. Posiadają rzeźnie, zakłady przetwórcze oraz kanały dystrybucji i marketingu. To do nich adresowana jest znaczna pomoc finansowa ze strony brazylijskiego rządu. Między 2007 a 2009 Narodowy Bank Rozwoju (BNDES) przekazał trójce eksporterów kwotę sięgającą 2,65 miliarda dolarów. W zamian objął w nich część udziałów, które dają prawo do udziału w zyskach. W ten sposób rząd był w stanie wykroić dla siebie kawałek tortu. Efektem ubocznym jest współodpowiedzialność za nielegalny wyrąb bezcennego lasu deszczowego. Narodowe subsydia umożliwiają przecież dynamiczny rozwój eksporterów, ten zaś wymusza ekspansję rancz. A ta jest możliwa, między innymi, dzięki coraz szybciej postępującej deforestacji. 

Tempo wyrębu lasów jest zastraszające. Tylko przez trzy ostatnie wieki wycięliśmy w pień około 40 proc. lasów na całym świecie. Z 25 krajów lasy zniknęły całkowicie. W 29 innych zmniejszono ich powierzchnię o 90 proc. - donosi oenzetowski raport Millennium Ecosystem Assessment. Między 1990 a 2000 powierzchnia lasów tropikalnych malała rocznie o 12,3 miliona hektarów. To tak jakby co roku znikał las wielkości trzeciej części Polski.


Po pierwsze, lasy są naturalnym środowiskiem życia wielu gatunków zwierząt i roślin. W lasach tropikalnych znajdziemy ponad połowę znanych nam gatunków, zarówno fauny, jak i flory. Część z nich nie przeżyje gwałtownej wycinki. Na Borneo, gdzie rabunkowy wyrąb lasów bezpośrednio zagraża orangutanom i nosaczom, w ciągu ostatniej dekady populacja orangutanów zmalała o 60 proc. Nosaczy zostało już tylko 3000. Wszyscy przyrodnicy wskazują, że bioróżnorodność jest konieczna i dla przetrwania lasu i dla funkcji, które spełnia niejako „po drodze”. A są one niezbędne nie tylko dla małpek, ale i dla ludzi. 

To z lasów pochodzi ponad trzy czwarte dostępnych nam zasobów świeżej wody. Spośród 105 największych miast na świecie, aż jedna trzecia czerpie wodę z gęsto zalesionych działów wodnych. Lasy chronią przed powodziami, zatrzymując nadmiar wody pochodzący z opadów. Co może się stać, gdy zabraknie tej naturalnej bariery, przekonali się mieszkańcy regionu jednego z przełomów rzeki Jangcy. W okolicy wyrąbano 85 proc. lasów. Gdy w 1998 roku Jangcy wylała, zginęło 3800 ludzi, a straty ekonomiczne sięgnęły 20 milionów dolarów. 

Lasy pomagają nam ograniczyć ilość dwutlenku węgla wydalanego do atmosfery. Część CO2 pochłaniają, wykorzystując go np. w procesie fotosyntezy, część jest magazynowana w szczątkach rozkładających się roślin i zwierząt. Jeżeli środowisko będzie magazynowało więcej węgla niż wydala do atmosfery, wtedy można je traktować jako swego rodzaju zbiornik na węgiel (czyli carbon sink). Takim właśnie zbiornikiem są lasy deszczowe. W lasach tropikalnych i subtropikalnych zmagazynowane jest – jak wynika z raportu Programu Środowiskowego Organizacji Narodów Zjednoczonych (w skrócie UNEP) The Natural Fix? The Role of Ecosystems in Climate Mitigation – 550 mld ton węgla! I co roku trafia tam kolejne 1,3 mld ton. To ponad jedna trzecia światowego wydobycia węgla kamiennego. Lwią część pochłanianego węgla biorą na siebie lasy Ameryki Środkowej i Południowej. Swoje dorzuca też Afryka i Azja. To wszystko pozwala na powstrzymanie nawet 15 proc. produkowanego przez nas CO2 przed przedostaniem się do atmosfery! Dla porównania, najnowsze badania Uniwersytetu Oksfordzkiego wskazują, że emisja 1 biliona ton węgla do atmosfery skutecznie podwyższy prawdopodobieństwo wzrostu globalnej temperatury o 2 stopnie Celsjusza. 

Wyrąb lasów szkodzi podwójnie – nie tylko niszczy globalne „zbiorniki na węgiel”, ale i uwalnia nagromadzony w nich dwutlenek węgla. Część wyciętych drzew po prostu się spala. Dodatkowo, konwencjonalne techniki wyrębu powodują pogorszenie się jakości gleby, uszkadzają poszycie leśne, pogarszają jakość lasu. To wszystko skutkuje emisjami, których przecież łatwo można uniknąć. Naukowcy, których badania przytacza UNEP szacują, że w wyniku deforestacji do atmosfery przedostaje się od 0,8 do 2,2 mld ton węgla, czyli nawet do 880 ton CO2. 

Tanie mięso wołowe jest w smak licznym zachodnim korporacjom działającym na rynku żywnościowym. W Anglii aż 40 proc. wszystkich przetworzonych posiłków z wołowiny (kto był w Wielkiej Brytanii, ten z pewnością z przerażeniem wspomina corned beef – peklowaną wołowinę z puszki) pochodzi z brazylijskiego mięsa. Przemysł skórzany także odbiera swoją działkę. Bertin regularnie sprzedaje wołową skórę firmom takim jak Nike, Adidas, czy z innego, włoskiego, podwórka - Boss, Geox, Gucci, Hilfiger, Louis Vuitton i Prada. Brazylijski rząd ma swoje udziały w całym interesie. 


Głód na świecie 

 Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba 12 kg zboża i soi; 

Aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba 190 litrów wody; 

Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba średnio 20 000 litrów wody (produkcja 1 kg wołowiny pochłania aż 50 000 litrów wody!); 

Ilość ziemniaków, które można uzyskać z 1 akra (0,405 ha²) ziemi to 18 000 kg; 

Ilość wołowiny, którą można wyprodukować na 1 akrze ziemi to zaledwie 112 kg; 

Aż 100 milionów ludzi można by nakarmić do syta, gdyby mieszkańcy USA ograniczyli jedzenia mięsa o 10%. 

Zboża przeznaczane na paszę dla zwierząt hodowlanych, uprawiane są często na terenach, gdzie duża liczba ludzi jest wciąż niedożywiona, mogłyby być dla nich pożywieniem. To jasne i logiczne z perspektywy ekonomicznej, że korporacje nie mają żadnego interesu w żywieniu biednych mieszkańców w krajach Globalnego Południa. Rozwiązaniem, które mogłoby przyczynić się do zmniejszenia problemu głodu byłoby ograniczenie powierzchni pod uprawy przeznaczane na pasze i postawienie w ich miejsce na lokalną produkcję żywności. Byłoby to zapewne możliwe, gdyby popyt na mięso na świecie spadał, a jego produkcja nie byłaby wspierana przez rządy państw. Przykładowo, w Gwatemali, gdzie głód nadal jest poważnym problemem, eksportuje się co roku 20 000 ton wołowiny do USA. 

Tylko niewielka część hodowanego bydła żywi się trawą, która rośnie na łące. Większość je kukurydzę albo soję - paszę, pod którą potrzebne są setki tysięcy hektarów upraw. Im więcej rolników przechodzi na uprawę ziarna dla zwierząt, tym mniej upraw przeznaczonych jest na żywność dla ludzi, a to winduje ceny. Wzrost cen nieproporcjonalnie mocno uderza w najbiedniejszych w Trzecim Świecie. Pod uprawę pasz regularnie wycina się lasy Amazonii i obsiewa pola w Afryce, podczas gdy co czwarty mieszkaniec tego kontynentu jest niedożywiony. Rifkin twierdzi, że gdyby zamiast dla zwierząt uprawiać zboże bezpośrednio dla ludzi, ponad miliard ludzi można by nim nakarmić. Kiedyś z rolnictwa tradycyjnego mogło się utrzymać 100 osób na mili kwadratowej. Na ranczu po wykarczowanym lesie deszczowym zatrudnienie znajduje jedna osoba na 12 mil kwadratowych. W Meksyku w ciągu 25 lat produkcja ziarna dla zwierząt wzrosła z 6 do 40 proc. Bezrobotna ludność wiejska migruje do miast w poszukiwaniu środków do życia. Skutkiem są rozrastające się metropolie, które nie są w stanie wchłonąć rzeszy imigrantów. 

Paliwa kopalne i zanieczyszczanie środowiska


Przemysłowa produkcja mięsa pochłania ogromne ilości energii pochodzącej z paliw kopalnych. Chodzi tu m.in. o ropę naftową do napędzania maszyn rolniczych, a także energię zużywaną w rzeźniach i przetwórniach mięsa. Ponadto, zwierzęta hodowlane wydalają do atmosfery olbrzymie ilości metanu (gaz mający 20-krotnie większy wpływ na efekt cieplarniany niż dwutlenek węgla), a z nawozów sztucznych ulatniają się do atmosfery tlenki azotu (gaz, którego wpływ na efekt cieplarniany jest 150 razy silniejszy niż CO). 

Mięso zabija nie tylko zwierzęta
  

Foer pokutuje przekonanie, że masowa produkcja mięsa jest potrzebna, by zapewnić nam jakie takie wyżywienie. Cierpienie zwierząt dałoby się w ten sposób jakoś uzasadnić (w końcu łańcuch pokarmowy do czegoś zobowiązuje). Ale jak to jest z tymi 72 kilogramami mięsa rocznie na głowę? Brytyjscy naukowcy z British Heart Foundation obliczyli, że gdyby ograniczyć spożycie mięsa do dwóch razy w tygodniu (210g), 45 tysięcy Brytyjczyków rocznie ocaliłoby życie. Nadmiar tłuszczu zwierzęcego w diecie jest przyczyną chorób serca, udarów, cukrzycy i niektórych nowotworów. Już wcześniej czerwone mięso i jego przetwory znalazły się na liście czynników rakotwórczych Światowej Fundacji Badań nad Rakiem. Również polski Instytut Żywności i Żywienia zaleca ograniczenie spożycia mięsa i zastąpienie go wysokobiałkowymi produktami roślinnymi. American Dietetic Association po rygorystycznej analizie dostępnej literatury oświadczyło, że dobrze ułożona dieta wegetariańska jest odpowiednia dla każdego człowieka na każdym etapie życia, dla kobiet ciężarnych i karmiących, dla dzieci, starców i sportowców. Zdaniem ADA wegetarianie są zdrowsi, szczuplejsi i rzadziej chorują na wszelkie nowotwory. Choć oficjalne stanowiska instytucji zajmujących się wpływem diety na zdrowie nie zlecają zupełnego odejścia od mięsa, o diecie wegetariańskiej wyrażają się pozytywnie. Szef niemieckiego odpowiednika IZZ DWE przyznał, że gdyby Niemcy przestali w ogóle spożywać mięso, wyszłoby im to na zdrowie. W wielu berlińskich szkołach publicznych dieta wegetariańska jest proponowana codziennie uczniom na stołówce jako alternatywa diety zawierającej mięso. 


Popyt na mięso podkręcany jest od czasów powojennych doprowadził do sytuacji skrajnej. Kiedyś lokalna hodowla bydła nie zagrażała środowisku, mięso jadło się stosunkowo rzadko, posiłki były jarskie. Spożycie mięsa w większych ilościach występowało w okresie świąt. W chwili obecnej większość społeczeństw w krajach rozwiniętych jada posiłki mięsne kilka razy dziennie. Jednocześnie nowe zalecenia dietetyczne i piramida żywieniowa jako bazę zaleca zboża i warzywa. Mięso jest polecane w o wiele mniejszych ilościach niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Niestety wciąż bazujemy na starych przekonaniach. Być może jest to obciążenie kulturowe, którego ciężko się wyzbyć. Często słyszymy, że trzeba jeść mięso, ponieważ ludzie zawsze jedli mięso. Po pierwsze, jeśli jedli, to nie w takich ilościach, jak obecnie. Po drugie, historia pokazuje nam, że nawet jeśli coś się robiło przez ostatnie kilkaset lat, to nie znaczy, że zawsze było to dobre. 

Bogactwo i różnorodność pokarmu dostępnego obecnie w krajach rozwiniętych daje nam alternatywę w żywieniu. Rozpatrzenie argumentów dotyczących korzyści z redukcji spożycia mięsa jest warte refleksji. Ewolucja to proces. Jedzenie mięsa w takich ilościach jak dzisiaj będzie zapewne czymś abstrakcyjnym w przyszłości. Podobnie stało się choćby z niewolnictwem lub brakiem prawa do głosowania dla kobiet. 

Już czas, by przestać wspierać ten okrutny przemysł, bo w ostateczności, tracimy na tym wszyscy. Dajmy sobie spokój z wymówkami i spójrzmy na temat weganizmu inaczej! To nie jest radykalna dieta, w której głodujesz i martwisz się o każdy grosz. Weganizm to styl życia, którym warto się zainteresować, i który warto naśladować. Jeżeli nie jesteście na tym etapie swojego życia, to nic! Polecam obejrzeć kilka filmów dokumentalnych jak "Cowspiracy", czy "Mięsożercy, czyli - globalne konsekwencje ludzkiego apetytu". 
Weganizm jest dla wszystkich, ale nie każdy jest na odpowiednim etapie życia, by tak radykalnie zmienić dietę, poglądy i czyny. Ja musiałam się na to długo przygotowywać psychicznie. Najpierw wegetarianizm, potem weganizm. Wszystko w swoim czasie, nic na siłę.
Życie polega na dokonywaniu wyborów. Moim zadaniem było uświadomienie Ciebie, w czym bierzesz udział. Teraz już wiesz i wybór należy do Ciebie. Pamiętaj o tym przy kolejnej wizycie w supermarkecie. 


Pamiętaj również, że mięso, które codziennie jesz, krzyczało, wyło, błagało o życie przed śmiercią. Tego nie usłyszysz w supermarkecie. Na opakowaniach nie zobaczysz smutnych oczu zwierząt, pełnych strachu i przerażenia.